Mocno trapiona przez kontuzje czołowych zawodników ZAKSA rozpoczęła spotkanie w bardzo nietypowym dla siebie składzie (Dominik Witczak na pozycji środkowego). Siatkarze z Kędzierzyna nieśmiało weszli w mecz (2:5), jednak z każdą akcją ich gra zaczynała wyglądać coraz lepiej. Na chwilę przed pierwszą przerwą techniczną bezpośrednio z zagrywki zapunktował Rouzier. Dalej przyjęcie Izmiru rozłożył na łopatki Dominik Witczak, serwując między Perrina a Sahina (11:9), co zmusiło Glenna Hoaga do poproszenia o chwilę przerwy dla swojego zespołu. Środkowa faza seta była bardzo barwna i wyrównana, jednak mimo wszystko to kędzierzynianie ciągle minimalnie wiedli prym (16:19). Dopiero emocjonująca końcówka pokazała wyższość Turków, którzy w odpowiednim momencie popisali się zaskakującą zagrywką (25:27).
ZAKSA irytowana przegraną w pierwszej partii wróciła do spotkania ze zdwojoną siłą. Po błędzie Subasiego szybko uzyskali prowadzenie 1:3, co miało być zapowiedzią dobrej passy zespołu. Rouzier ponownie przypomniało swojej dobrej dyspozycji w elemencie zagrywki w okolicach pierwszej przerwy technicznej (8:4). Do decydującej fazy seta wynik przechylał się raczej na korzyść Izmiru…. Odetchnęliśmy, gdy Samica wszedł na zagrywkę i uratował wynik, dając tym samym szansę na wyrównaną końcówkę (17:16). Piłkę na wagę zwycięstwa w drugiej partii skończył Rouzier z prawego skrzydła.
Początek trzeciej odsłony meczu był zdecydowanie korzystniejszy dla Izmiru, który popełniał zdecydowanie mniej błędów niż gospodarze. Poza tym kędzierzynianie mieli problemy z mocną zagrywką oraz pierwszym atakiem. Po przerwie wziętej przez Krzysztofa Stelmacha (3:7) obraz gry Polaków zdecydowanie uległ poprawie. Rouzier na zagrywce znów działał cuda, doprowadzając do wyniku 9:10, co dobrze wróżyło pod kątem dalszej fazy seta. W świetnej formie był brazylijski zawodnik Arkasu, Joao Paulo Bravo, kończący piłki na niesamowicie wysokim procencie skuteczności. Ostatecznie precyzyjni Turcy wygrali seta wysoko, aż 16:25.
Po odniesionej parę minut wcześniej porażce kędzierzynianie mieli spory kłopot żeby podnieść się i wrócić do równej, twardej walki. Nierówny rozkład ataku polskiego zespołu ułatwiał zadanie blokowi Izmiru. Krzysztof Stelmach na przerwie radził zamykać jeden, konkretny kierunek, atakującemu Joao Paulo Bravo, który bezlitośnie rozstrzeliwał naszą obronę (3:7). Druga przerwa techniczna nie zwiastowała poprawy gry ZAKSY i szansy na tie-breaka (12:16). Naszą główną siłą w ataku był dobrze rozpisany przez Turków Rouzier, jednak również on miał chwile gorszej dyspozycji, za co płaciliśmy krótkimi przestojami, w trakcie których Izmir zdobywał przewagę. Ostatecznie, zgodnie z przewidywaniami to Arkas wygrał seta 23:25, a tym samym całe spotkanie 1:3.
ZAKSA Kędzierzyn-Koźle – Arkas Izmir 1:3 (25:27, 25:23, 16:25, 23:25)
ZAKSA: Pilarz, Rouzier, Witczak, Kaźmierczak, Samica, Ruciak, Gacek (libero) oraz Kapelus, Popelka
Arkas: Hansen, Agamez, Gok, Duff, Subasi, Perrin, Sahin (libero) oraz Bravo, Tendar








