Olsztynianie, podobnie jak w przypadku meczu w ramach 1. kolejki, ponieśli porażkę po trzech setach gry. Tym razem Resovii Rzeszów wystarczyło zaledwie 70 minut na pokonanie rywala i odsłonięcie wszystkich mankamentów Indykpolu AZS - Nie oszukujmy się, naszym największym brakiem było przyjęcie zagrywki. Zespół z Rzeszowa zagrywał naprawdę atomowo, ale każdy musi być na to przygotowany. Niestety, nie udało nam się utrzymać piłki w placu gry. Najczęściej lądowała ona w rękach kibiców, albo po prostu po drugiej stronie siatki - po stronie przeciwnika. Resovia to drużyna, która słynie z zawodników, którzy raczej nie mają problemu z atakiem. A jeśli mają do tego czystą siatkę to jest to dla nich po prostu zabawa – skomentował po meczu Wojciech Ferens.
Olsztynianie podczas treningów dużo czasu poświęcali na doskonalenie przyjęcia. Wykorzystywali do tego specjalną maszynę do serwowania, którą po pierwszym meczu z drużyną z Rzeszowa nazwali imieniem "Grozer" - Maksymalna prędkość jaką osiąga ta maszyna jest zbliżona do tej, do której zagrywał Gyorgy Grozer. Oczywiście na treningach ustawialiśmy maksimum możliwości tej maszyny i bardzo trudno było przyjąć taką piłkę. A co dopiero mówić jeśli w warunkach meczowych z taką prędkością zagrywa człowiek.
W olsztyńskiej ekipie zabrakło zmagających się z problemami zdrowotnymi Haina, Yudina i oczywiście Ananieva. Jednak w drużynie drzemie potencjał, co mogliśmy zobaczyć chociażby podczas spotkania z Zaksą Kędzierzyn-Koźle, a najbliższe mecze są świetną okazją do pokazania siły drużyny - Przed nami jeszcze dwa mecze z Resovią Rzeszów i dwie okazje do rewanżu, aby się odbić. Może nie na punkty ligowe, ale Puchar Polski jest dobrą okazją, by się odegrać – kończy przyjmujący AZS-u.
Monika Kulmaga
Źródło: indykpolazsolsztyn.pl, inf. własna








