Sytuacja warszawskiej drużyny nie wygląda najlepiej. Klub zmaga się ze sporymi problemami finansowymi. W szukanie pomocy angażują się wszyscy - zarząd, zawodnicy a nawet sami kibice, którzy zorganizowali akcję z petycją do władz miasta. Sami siatkarze podczas rozgrzewki przed jednym z meczy założyli kamizelki z napisem SOS, aby zwrócić uwagę na problem. - Przyjąłem zasadę, że jeśli ktoś już jest na treningu i meczu, wszystkie problemy musi zostawić w szatni. Jak pracować, to dobrze. Może najprościej byłoby się obrazić, powiedzieć, że nie gramy, lecz jaka wtedy czeka nas przyszłość? Kto weźmie zawodników i trenera, którzy w połowie sezonu zajmują się strajkowaniem? - skomentował szkoleniowiec z Warszawy.
AZS Politechnika Warszawska w swoich ostatnich meczach prezentowała dobrą grę. W plusligowym spotkaniu przeciwko Skrze Bełchatów wprawdzie przegrali, ale dopiero w piątym secie. W tabeli rozgrywek po 14. kolejce zajmują szóste miejsce. - Zawsze wymagam od zawodników zwycięstw i pełnej koncentracji. Nie wyobrażam sobie, by protestować na boisku. W robocie nie toleruję fuszerki. Podziwiam szczególnie starszych chłopaków, jak Marcina Nowaka, którzy mogliby już dać sobie spokój. A on zachęca, nakręca całą grupę. To kolejny powód, by nie uciekać z tego okrętu. – mówi Radosław Panas.
Ekipa z Warszawy odniosła także spory sukces na arenach europejskich, zapewniając sobie awans do ćwierćfinału Challenge Cup.
Zawodnicy nie dostają wynagrodzeń za swoją pracę, ale i tak się nie poddają. - Były dramatyczne rozmowy. Chłopaki rezygnują z mieszkań w Warszawie, zaczęli wynajmować na spółkę. Były i takie momenty, gdy niektórym brakowało na benzynę, by dojechać na trening. – skomentował trener, który pytany czy wierzy w to, że sytuacja się odmieni, odpowiada - Uwierzę, jak zobaczę pieniądze na koncie. Bardzo chętnie przyjąłbym przelew z klubu, który znajdzie sponsora.
Źródło: Przegląd Sportowy, informacja własna








