- Drużyna AZS nie gra tak, jak na początku rozgrywek. To jest pewne. Zawodnicy stracili pewność siebie. Każdy z nich boi się o swoje akcje i to widać gołym okiem. Chęci są, na treningu cudownie, a na meczu nie wychodzi. Zespół musi się odblokować mentalnie, to już jednak muszą zrobić sami - mówi Ryszard Bosek, dyrektor sportowy AZS Częstochowa.
AZS wyrównaną walkę z przeciwnikiem prowadził tylko do połowy pierwszej partii. Później na boisku grał już tylko jeden zespół - Jastrzębski Węgiel. Decydujący wpływ na taki obraz gry miało bardzo słabe przyjęcie ekipy spod Jasnej Góry. - Na pewno mamy problem z przyjęciem, ale zagrywka rywali łatwa nie była. Dodatkowo nie potrafiliśmy wykorzystać kontr. Graliśmy jednak z bardzo dobrym zespole. Z takiego meczu można wyciągnąć dużo pożytecznych wniosków - opiniuje mistrz świata z 1974 i mistrz olimpijski z 1976 roku.
Czy wnioski z wczorajszej porażki zostaną wyciągnięte? O tym przekonamy się już 4 i 7 stycznia, gdzie AZS Częstochowa zmierzy się ponownie z Jastrzębskim Węglem, ale teraz w ramach Pucharu Polski. Ich stawką będzie awans do turnieju finałowego o Puchar Polski, który zostanie rozegrany w Rzeszowie. - Nie możemy grać cały czas tak jak teraz. Musimy poprawić własną dyspozycję. To nie jest jednak kwestia umiejętności, lecz charakterów. Zespół musi się odbudować mentalnie. Coś się zacięło w przegranym pojedynku z Politechniką Warszawską, który był właściwie wygrany. Od tego momentu drużyna zbyt wcześnie się poddaje. Jeden, czy dwóch zawodników, nie zmieni oblicza całej ekipy. Musi to uczynić cały zespół. Problem tkwi w głowach - kończy z nadzieją na poprawę Ryszard Bosek.
Akademicy z Częstochowy od wspomnianej porażki z zespołem Radosława Panasa nie wygrali jeszcze ani jednego seta, przegrywając zdecydowanie z Delectą Bydgoszcz oraz Jastrzębskim Węglem w swoim ostatnim meczu 2011 roku.
Źródło: sportowefakty.pl








