-Zenit ma zapełniony kalendarz gier. Na pewno coraz bardziej wzrasta Twoje zmęczenie. Zdążysz odbudować się?
-Czuję się normalnie, a problemy mają Ci zawodnicy, którzy występowali w reprezentacji. Ale na warunki w klubie nie można narzekać. Wziąć chociażby nasze przejazdy – szybko docieramy na lotnisko i spokojnie lecimy do innego miasta. Jeśli miałbym porównać to do Moskwy, to tam, aby gdziekolwiek dotrzeć trzeba mieć dużo siły i czasu! Tutaj wszystko jest o wiele prostsze.
-Tak nawiasem o reprezentacji. Dlaczego nie dostałeś powołania na Puchar Świata 2011?
-Byłem po operacji. Organizm regenerował się i ciężko byłoby mi konkurować ze zdrowymi zawodnikami.
-Teraz to problemy Cię omijają?
-Chwała Bogu, ale tak. Pomału odbudowuję się. Nie chcę zapeszać, ale wszystko szybko wróci do normy.
-Co jest ważniejsze dla Zenitu – Mistrzostwa Rosji czy Liga Mistrzów?
-O ile administracja naszego klubu nie wspominała, co jest cenniejsze, o tyle dla nas samych na pierwszym miejscu jest Liga Mistrzów. Tym bardziej, że Zenit czterokrotnie zostawał mistrzem kraju, a Ligę Mistrzów – tylko raz.
-W pucharach europejskich czuje się specjalne napięcie czy wszystko jedno przeciw komu się gra?
-Nie powiedziałbym, że jest jakieś specjalne napięcie. Mecz idzie jeden za drugim, nie ma możliwości jakoś specjalnie nastrajać się przeciw każdemu przeciwnikowi. Możliwe jest to tylko w finałowym spotkaniu.
-W przyszłym tygodniu gracie spotkanie przeciw niemieckiemu klubowi, Friedrichshafen. Czego oczekujecie od rywala?
-Najciężej gra się na ich boisku. W ostatnim spotkaniu przeciwnik Friedrichshafen – francuski Tur – przegrał w Niemczech. Tak więc będzie to bardzo trudne spotkanie. Szczerze mówiąc, nie wiem dlaczego akurat drugi mecz gramy na wyjeździe. Według moich obliczeń, to właśnie pierwsze spotkanie powinniśmy grać w Niemczech. A tak to ogólnie bardzo dobra drużyna, z dobrym trenerem.
-W jakim wieku zacząłeś się poważnie zajmować siatkówką?
-Zaczynałem na Dalekim Wschodzie, w szkole. Pierwszy trener to mój tato. On jest kibicem siatkówki. To, że zostałem profesjonalnym siatkarzem, to jego zasługa. To właśnie on zaszczepił we mnie miłość do sportu i nauczył mnie wszystkiego tego, co teraz potrafię. Potem pojechałem do Jarosławicza, a stamtąd już do Moskwy.
-Zanim trafiłeś do Zenitu grałeś w Modenie, dokąd trafiłeś z moskiewskiego Dynamo. Dlaczego zadecydowałeś się na wyjazd do Włoch – chciałeś nowych wrażeń czy to była kwestia sportowego zainteresowania?
-Wszystko razem. Chciałem zmienić otoczenie i trochę dorosnąć w swoim zawodzie. Mistrzostwa tam są bardzo silne. W Rosji gra się bardziej siłową siatkówkę, a we Włoszech stawia się na technikę: blok, atak, obronę. Tam też jest wiele schematów: na początku nie rozumiałem, gdzie mam stanąć do obrony!
-Poziom organizacji spotkań we Włoszech też jest znacznie wyższy?
-Ja bym nawet powiedział, że tam są dwa porządki organizacyjne. Tam wszystko jest rozpisane tydzień wcześniej. Dostajesz na pocztę meilową wiadomości z miejscem, gdzie masz przyjść, kiedy przyjść i w co się ubrać. Na mecz rozdawali formy do zabawy, a później zbierali. W Rosji czegoś takiego nie ma.
-Jakoś mówi się, że we Włoszech fani są zadziorni.
-Zadziorni to są w Turcji – tam i plują, i obrzucają się przedmiotami. A we Włoszech po prostu lubi się siatkówkę. Mimo faktu, że za bilety trzeba zapłacić, to hale i tak zawsze są pełne. Na każdy mecz, wydaje się, że przychodzi 5000 osób. Całe miasto zna siatkarzy.
-Masz jakieś nieprzyjemne zdarzenie z Modeną. Opowiedz, o co chodzi.
-Powstało pewne nieporozumienie z agentem, który wysłał mnie do Modeny. Podpisałem kontrakt z klubem na jeden rok, a warunki opiewały na dwa lata. Pewne punkty nie odpowiadały mi, ale Włosi ostatecznie postawili na swoim. Pozwolili mi wrócić do Rosji, jednak w zamian część mojej pensji postanowili zatrzymać sobie, jako karę. Teraz nie wiadomo, kto ma rację.
-Jeśli nie ta sytuacja, to zostałbyś we Włoszech?
-Nie, ja pojechałem tam tylko na rok, aby spróbować swoich sił w innych mistrzostwach.
-Nauczyłeś się włoskiego? Na przykład, z Wermiglio możesz porozmawiać na poważne tematy?
-Uczyłem się, ale nie umiem mówić tak swobodnie. Włosi mówią bardzo szybko. Z Wermiglio możemy rzucić do siebie kilka fraz, ale czasem się zdarza, że to co mówię po włosku, to można na palcach policzyć.
-Po przyjeździe do Kazania potrzebna była Tobie jakaś adaptacja czy od razu poczułeś się komfortowo?
-Miesiąc – półtora i już przyzwyczaiłem się do miasta, każdy zawodnik tak ma. Pierwsze dni były ciężkie, ale potem pojawili się przyjaciele, ulubione miejsce.
-Można Ciebie nazwać aktywnym użytkownikiem Internetu?
-Aktywnym pewnie nie, ale korzystam z portali społecznościowych.
-I często piszesz z kibicami?
-Teraz już nie, ale w Moskwie kibice bardziej się interesowali. W Kazaniu jest już spokojniej.
-Jakie jest Twoje marzenie?
-Pojechać na Olimpiadę i wygrać ją.
źródło: prokazan.ru








