Na początku lutego kazański Zenit zagrał pierwszy mecz „12. rundy” Ligi Mistrzów. Podopieczni Władimira Alekno zwyciężyli niełatwe spotkanie, w którym, aby wygrać, musieli rozegrać całe pięć partii. W ekskluzywnym wywiadzie dla korespondenta „championat.com” główny trener kazańskiego klubu opowiedział o ostatnim spotkaniu, zmęczeniu liderów, powrocie Aleksandra Wołkowa i przygotowaniach do rewanżowego spotkania przeciw francuskiemu Stade.
-Władimir Romanowicz, gratuluję wygrania ciężkiego spotkania nad francuskim Poitevin. Powiedz coś o meczu. Przeciwnik jest naprawdę poważny.
-Zespół jest bardzo silny, ale muszę powiedzieć, że my sami nie zagraliśmy zbyt dobrze. Z pewnością są to przyczyny obiektywne. Nasza forma fizyczna, zwłaszcza u zawodników reprezentacji, pozostawia wiele do życzenia. Po prostu było to trzeba przewidzieć, że w lutym będzie szło nam tak opornie. Niestety, spadek formy zawsze wypada na te najważniejsze mecze. Muszę uczciwie powiedzieć, że nie jesteśmy w najlepszej formie. Do Francji wylecieliśmy dużo wcześniej, ale niestety nie wylądowaliśmy na tym lotnisku, gdzie planowaliśmy. Musieliśmy wysiąść w innym mieście. Rano przylecieliśmy do miasta, gdzie mieliśmy zagrać spotkanie, a mecz zaczął się o 23:30 moskiewskiego czasu. A odpowiednio do czasu moskiewskiego zakończył się o 1:30. To nie jest jakieś usprawiedliwianie się, to jest fakt.
Jeśli wziąć Michajłowa, Apalikowa i Priddiego czy każdego innego zawodnika, który grał w Lidze Światowej, Pucharze Świata, Mistrzostwach Europy, Lidze Mistrzów i mistrzostwach kraju, to oni wszyscy po prostu są już bardzo zmęczeni. To są ludzie. Ja nie raz o tym mówiłem i jeszcze raz to powtarzam. Drużyna ma prawo mieć czasowy spadek formy. Znajdować się ciągle w wysokiej formie, to po prostu skomplikowane, wręcz niemożliwe. A teraz tak właśnie się dzieje. Chociaż, oczywiście, warto zauważyć, że Poitevin zagrał dobry mecz.
-Co powiesz o grze Władisława Babiczewa i Iwana Demakowa? Wpuściłeś ich obu na boisko, co nie jest częstym widokiem.
-Jak wiesz, Aleksander Wołkow został kontuzjowany i teraz nie gra. Potrzeba było nam trzeciego środkowego, ale takiego, który może zagrać w Lidze Mistrzów. I takim okazał się Iwan Demakow. Młody chłopak, utalentowany. Powstała sytuacja powinna mu wyjść na dobre. A odnośnie Babiczewa – on czuje się dobrze, dużo pracuje. Władisław poważnie podchodzi do swojej pracy, dzięki czemu jest godny, aby móc grać.
-W pomeczowym komentarzu skrytykowałeś Wermiglio, powiedziałeś, że zagrał beznadziejnie. Jaka jest tego przyczyna, dlaczego tak się stało?
-Jego techniczne działanie nie było najlepsze. Ciężko dać słownie jakiekolwiek wyjaśnienie przyczyny takiej sytuacji. Ale fakt pozostanie faktem – z technicznego punktu widzenia to był jego nienajlepszy mecz.
-Dysponujesz jakimiś konkretnymi terminami dotyczącymi powrotu Aleksandra Wołkowa? Czy pojawi się on podczas finałowej części Mistrzostw Rosji?
-My robimy dla tego wszystko. Dzisiaj on po raz pierwszy, po operacji, przyszedł do nas na trening. Sasza zajmował się treningiem na sali, próbował ćwiczyć. My także będziemy robić wszystko, żeby zobaczyć go w końcówce sezonu, ale na razie ciężko podać jakikolwiek termin dotyczący jego powrotu.
-Twoja drużyna zajęła pierwsze miejsce w tabeli. To pozwoliło chociaż odpocząć psychologicznie albo fizycznie?
-Fizycznie tak. No ale psychologicznie i moralnie nie, oczywiście. To pierwsze miejsce jeszcze niczego nie oznacza. Pod względem fizycznym odpoczynek jest najważniejszy. Zresztą mistrzem zostaje się w fazie play – off.
-Ty także, jak niektórzy liderzy Twojej drużyny, nie pojechałeś do Jekaterinburga. Postanowiłeś odpocząć?
-W Kazaniu została duża część zespołu, z którą pracuję. Także odpoczywać nie ma kiedy, my ciężko pracujemy (śmieje się).
-8. lutego czeka Was rewanżowe spotkanie z francuskim Poitevin. Jak myślisz, ten mecz będzie łatwiejszy od poprzedniego?
-Mam nadzieję, że będzie trochę łatwiej. Właśnie dlatego postanowiłem, żeby do Jekaterinburga nie jechała ta część drużyny, która ma stanowić podstawowy skład. Chłopaki teraz pracują, dodatkowo odbudowują się fizycznie. Nam będzie łatwiej dlatego, że nigdzie nie musimy lecieć. Wykonaliśmy określony plan pracy na te dni, w których uwzględnia się i powroty zawodników i indywidualne ćwiczenia. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.
źródło: championat.com








